Katecheza dla rodziców

Dziecko w Kościele

Jak pięknie wyglądają dzieci w kościele, jak niegdyś w Palestynie wokół Jezusa! Kwiatów i dzieci nigdy nie powinno braknąć w domu, a zwłaszcza w domu Bożym. Jedno jest pewne. Właśnie dlatego, że naprawdę "dzieci nas podpatrują", ich świadomość faktu religijnego wiąże się ściśle z zachowaniem dorosłych. Na dalszą metę zorientują się, czy ich oszukujemy. Jean de la Maison jr.

Fragmenty z książki
"Odrobina dobrych manier (nawet w kościele) nie zaszkodzi",
Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1997.

„- Wiem, że są rodzice, którzy się nie przejmują nawet wtedy, gdy dziecko próbuje wejść na ołtarz. Nie jestem jednak przekonana, czy to ma sens - mówi Elżbieta Kuś, lekarka, matka kilkuletniej Dorotki. - Dziecko może sobie skakać w domu po schodkach, biegać po podwórku, ale kościół to nie jest plac zabaw. Każda kultura ma swój rytuał, kiedy wprowadza się dziecko w przestrzeń sacrum i uważam, że nie należy z tego rezygnować. Rodzice bardziej wyczuleni na reakcję otoczenia starają się nie zabierać małego dziecka do kościoła, jeśli wiedzą, że jest ruchliwe i nie usiedzi lub nie pochodzi spokojnie przez godzinę. Nie wszyscy jednak uważają, że to dobre rozwiązanie, bo przecież niedziela to często jedyny dzień, kiedy cała rodzina może być razem.
W dodatku dobrze, gdy dziecko od małego przyzwyczaja się do obecności w kościele, a jeszcze lepiej, gdy widzi modlących się tam rodziców.”
„Można by też wrócić do dawnych zwyczajów, gdy rodzice i dziadkowie celebrowali już sam moment wejścia do kościoła. Dziś często zapominamy, ile gestów da się wykonać przy tej okazji. - Zanurzenie rączki w kropielnicy, zrobienie znaku krzyża, zwrócenie uwagi na czerwone światełko przy tabernakulum, zdjęcie czapeczki chłopcu, wspólne przyklęknięcie - to są ważne momenty, które uczą i wyciszają - mówi ks. Plucik. - Praktykowanie ich razem z dzieckiem w naturalny sposób budzi wrażliwość na obecność sacrum. ks. Bernard Plucik, proboszcz parafii w Kuźni Raciborskiej, który ma wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu Mszy z udziałem dzieci.
Gość Niedzielny 2004/33

„Bezstresowe” zachowanie dzieci w kościele zaowocowało już w naszych czasach wychowaniem pokolenia, które nie umie przyklęknąć przed Najświętszym Sakramentem, nie umie się wyciszyć, przerwać prowadzenia rozmów. Wystarczy przyjrzeć się dzisiejszym trzydziestolatkom i młodszym... Wchodzą do kościoła, szukają wolnego miejsca, zajmują je i… czekają. Jak na spektakl. To właśnie dawne dzieci lat osiemdziesiątych, kiedy to w naszej Ojczyźnie odkrywano wątpliwe wartości „tolerancji ponad wszystko”. ? Czy w ogóle nie zabierać dzieci do kościoła? Byłaby to niewątpliwie największa krzywda wyrządzona dziecku. Dziecko należy zabierać do kościoła od najwcześniejszych lat. Nic też nie da szarpanie dzieci w kościele i „pokrzykiwanie” na nie szeptem, czy nawet poszturchiwanie od czasu do czasu. Zachowanie małych dzieci w Domu Bożym zależy w dużej mierze od przykładu, jaki widzi ono u dorosłych. Dzieci bywają znakomitymi psychologami i szybko potrafią wyczuć atmosferę żartu, powagi, zabawy czy np. strachu.
Na podstawie artykułu
Ks. Adama Maryny,
www.piotrskarga.pl

Wyjście z małymi dziećmi na niedzielną Eucharystię wymaga rytmu przygotowania, by maluchy wytrwały przy rodzicach całe nabożeństwo. Przygotowanie syna 4-6lat sugeruję zacząć od wcześniejszego wysiłku fizycznego ( gra w piłkę, ściganie się wokół domu, szybki spacer, rower,) ważne, by dotlenić mózg kilkulatkowi i dobrze go zmęczyć, aby godzina bez wiercenia w kościele była dla niego odpoczynkiem.

Jeśli chodzi o młodsze dzieci 0-3 to wcześniejsze nakarmienie, napojenie, przewinięcie i forma aktywności nawet w domu ( turlanie się po podłodze, skakanie przez zabawki, czołganie, śmiech) pomagają zaspokoić naturalne potrzeby, by podczas mszy utrzymać dziecko na rękach z ulubionym misiem lub zabawką koniecznie bezdźwięczną. Bo jeśli na mszę zabieramy dzieci prosto sprzed telewizora to oczywistym jest, że nie skończy się na spacerach w nawie bocznej.

Polecam siadanie - nawet z maluchami - w pierwszych ławkach lub obok śpiewającej scholi, wówczas skupienie uwagi na czymś dla dziecka ciekawym jest bardziej prawdopodobne niż patrzenie na plecy nieznajomych w ostatnich ławkach. Zawsze można postać z dzieckiem na rękach i pokazywać mu dyskretnie aniołki, światła, drogę krzyżową lub na kazanie wyjść do zakrystii.

Nie polecam natychmiastowej ewakuacji już przy pierwszym krzyku czy płaczu, gdyż nasi milusińscy to doskonali aktorzy potrafiący wołać „siusiu”, co 10 min., byleby zmusić rodziców do wyjścia.

Zachowanie powagi, skupienia i nie reagowanie na szeptane pytania pomogło mi jako mamie opanować trójkę maluchów, choć zdarzają się sytuacje nieprzewidywalne, dlatego msza św. adresowana do rodzin z dziećmi otwiera furtkę pewnych zachowań dopuszczalnych , czemu nie powinny się dziwić osoby starsze, które mogą pójść na liturgię o innej porze.

Artykuł jest zaproszeniem do podzielenia się swoimi uwagami, radami, sugestiami, jak budować wspólnotę parafialną w jedności z rodzinami z małymi dziećmi bez oburzenia i mieszanych uczuć po niedzielnej Eucharystii. Prosimy o dzielenie się przykładami dobrych nawyków i drażniących zachowań , byśmy czuli się dobrze w swojej niedzielnej obecności przed Bogiem Ojcem.
Beata Mądra